W tym miesiącu odwiedziliśmy Irenę i Czesława Juskowiaków z Oporowa. Jubilaci obchodzili właśnie 50. rocznicę wspólnego życia. Ślub cywilny wzięli bowiem 3 września 1966 roku, a sakramentalne “tak" powiedzieli sobie tydzień późnej.
Z okazji jubileuszu władze gminy przekazały pani Irenie i panu Czesławowi medale Za długoletnie pożycie małżeńskie, przyznane przez prezydenta RP. Były także życzenia i kwiaty.
A my zapytaliśmy małżonków jak przeżyli wspólnie całe pięćdziesiąt lat?
Zarówno pani Irena, jak i pan Czesław pochodzą z Oporowa. Co prawda pani Irena trafiła do tej wsi, kiedy miała 12 lat, ale Oporowo uważa za swoje rodzinne gniazdo. Tu się obydwoje wychowali, tu chodzili do szkoły, tu widywali się jako dzieciaki. Pani Irena miała ośmioro rodzeństwa, kiedy więc dorastali kolejno szli do pracy. Przed ślubem pracowała w ogrodzie, trochę w klubie. Pan Czesław zawsze pomagał w domu. Rodzice mieli gospodarstwo, więc już jako chłopak pracował w polu. Gdy na zawsze odszedł ojciec miał zaledwie 18 lat. Musiał przejąć gospodarstwo i większość obowiązków.
A młodzi poznali się bliżej na zabawie strażackiej. Spotykali się, pokochali i założyli rodzinę. Pani Irena przeniosła się do domu teściowej i męża. Miała wtedy 21 lat.
Jakie więc było ich wspólne życie? Najkrócej można by powiedzieć, że pracowite. Wszyscy rolnicy żyli podobnie. Od rana do wieczora w polu, w obejściu, przy zwierzętach. Prace wykonywało się ręcznie, na początku nie było maszyn, urządzeń, mieszkali w starym domu… Taka po prostu była codzienność. Pani Irena nie narzeka, kiedy wspomina tamte lata. Wychowali wspólnie ośmioro dzieci. Nieraz zabierała je w pole, gdy trzeba było kopać ziemniaki, układać stogi, czy przemywać buraki. Ale każdemu dali zawód, wyprawiali wesela, pomagali. Dwójka poszła w ich ślady - prowadzą gospodarstwa rolne. Najmłodszy syn też jest rolnikiem, pozostał z nimi. Dziś mieszkają więc z synem, synową i najmłodszą wnuczką.
A swoje gospodarstwo państwo Jakubiakowie przez lata zmieniali. Przede wszystkim dokupili ziemi, potem jeszcze wydzierżawili. Postawili zabudowania gospodarcze, kupili ciągniki, kombajn, narzędzia. Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęli też budowę nowego domu. Stawiali go przez 5 lat. Ale wprowadzili się w końcu na swoje. Dziś gospodarstwo jest duże, nowoczesne, od dziesięciu lat przepisane synowi. Jubilaci mogą więc odpoczywać.
Pani Irena i pan Czesław doczekali się 21 wnucząt. Najstarszy ma 27 lat, a najmłodsza prawie dwa latka. Ale mają również czwórkę prawnuków i jedną prawnuczkę. Z uśmiechem mówią, że kiedy najbliżsi siadają do stołu, to jest ich prawie 30 osób. A tak bywa na przykład na Wigilii. No i tak było teraz, w czasie jubileuszowego przyjęcia. Wszyscy przecież składali rodzicom i dziadkom życzenia. A nie mieszkają daleko, bo w Belęcinie, Pawłowicach, Łęce, Luboni, Daleszynie i Lesznie. Mogą odwiedzać rodziców i mogą ich zapraszać do siebie. To są zawsze bardzo miłe chwile.
Państwo Juskowiakowie mówią, że mają spokojną codzienność. Wprawdzie zdrowie nie jest najlepsze, ale przecież są sprawni i samodzielni. Pani Irena trochę pomaga w kuchni, dużo robi na drutach. Pan Czesław lubi zajmować się kucykami i wozić nimi dzieci. Doglądają gospodarstwa i doradzą. Mają też pewność, że nigdy nie będą sami.
A zapytani o czym marzą, odpowiadają, że tylko o zdrowiu. I może jeszcze o kolejnych wnukach i prawnukach. Dzieci to dla nich największa radość.
Życzymy więc jubilatom by wszystko się im spełniło. I by doczekali w zdrowiu kolejnych rocznic ślubu.