Elżbieta i Zdzisław Ławniczakowie spędzili w Belęcinie całe życie. Co prawda pani Elżbieta przyjechała tu z rodzicami, gdy miała 3 latka, ale potem nigdy już nie opuściła swojej wsi. Obydwoje tutaj się wychowali, tu ukończyli szkołę, tu założyli rodzinę. A ślub cywilny i kościelny wzięli tego samego dnia - 22 października 1966 roku. Przez życie idą więc wspólnie już pół wieku.
Pani Elżbieta urodziła się w krakowskim. Zaraz po wojnie rodzice dostali gospodarstwo w Starym Belęcinie. Przyjechali tu z piątką dzieci, a na miejscu urodziła się jeszcze trójka. A szóstka była już dorosła. Bo rodzice pani Elżbiety wychowali aż 14 pociech. W Belęcinie prowadzili 10 - hektarowe gospodarstwo.
Z gospodarstwa również pochodzi pan Zdzisław. U niego była trójka rodzeństwa. Zdzisław był najmłodszy. Jego ojciec przez lata pełnił funkcję sołtysa we wsi, był też przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej, potem pracował w mleczarni. Ławniczaków znali więc wszyscy. A na rodzinnym gospodarstwie została siostra pana Zdzisława.
Jubilaci mówią, że nigdy nie chcieli być rolnikami. Po ślubie zamieszkali u rodziców pani Elżbiety, ale już po dwóch latach kupili własny domek. To była gliniana chatka z pokojem i kuchnią. Do niej potem dobudowali jeszcze dwa pomieszczenia i mieszkali tam prawie 20 lat. Aż nie chce się wierzyć, że stała w tym samym miejscu, w którym dzisiaj jest dom państwa Ławniczaków. Po prostu ją zburzyli, a tę dobudowaną część powiększyli. To było w 1985 roku.
Pan Zdzisław przepracował łącznie aż 38 lat. najpierw w melioracji. Czyścili z kolegami rowy melioracyjne. To była ciężka praca, zawsze na powietrzu, przy każdej pogodzie, w gumowych butach. A dojeżdżał do pracy komarkiem - bywało że aż do Robczyska, Ponieca, Brylewa. Potem przeszedł do spółek drenarskich. Też nie było łatwo, latem na polach, zimą przy wycince krzew w lasach. W końcu zatrudnił się w Gminnej Spółdzielni. Tam pracował jako kierowca ciągnika. Rozładowywał towar z wagonów. A ostatnie cztery lata był magazynierem w Zombudzie.
A panią Zdzisławę mieszkańcy wsi pamiętają przede wszystkimi z pracy w klubie Rolnika. Prowadziła go prawie 20 lat. A wtedy klub był centrum życia kulturalnego we wsi. Tam była mała kawiarenka, tam odbywały się imprezy, w klubie organizowano spotkania z ciekawymi ludźmi. Klub najpierw należał do GS, ale później pani Zdzisława prowadziła go jako własną dzialność gospodarczą. Mówi, że lubiła tę pracę.
Jubilaci wychowali córkę i syna. Dzieci zdobyły zawody, założyły własne rodziny. Od 24 lat mieszkają już sami. Doczekali się piątki wnucząt. Najstarsi wnukowie mają po 21 lat, a najmłodszy 8 lat. W dzieciństwie bardzo dużo czasu spędzali w Belęcinie u dziadków. Zawsze byli tu w wakacje, ferie, na każde święta. Pani Elżbieta pomagała też je wychować. Wnuki to największa radość państwa Ławniczaków. Zawsze cieszą się z ich spotkań.
Dziś jubilaci są na emeryturach. Na szczęście są samodzielni i sprawni. Czasem oczywiście coś im dokucza, ale nie wymagają opieki. Latem pracują w ogrodzie, uprawiają warzywa, owoce, kwiaty. Zimą więcej oglądają telewizję, dużo czytają, rozwiązują krzyżówki. Pani Elżbieta śpiewa w zespole Belęcin, więc chodzi na próby, wyjeżdża z zespołem. Są pogodni, uśmiechnięci.
Zapytani o to, czy mają jakieś plany na najbliższe lata, bez wahania odpowiedzieli, że nie. Zwyczajnie chcą być zdrowi, cieszyć się rodziną, czekać na prawnuki. Taka normalna, spokojna codzienność.
Życzymy zatem pani Elżbiecie i panu Zdzisławowi wszystkiego co najlepsze. Długich, wspólnych lat i zdrowia.
Z okazji jubileuszu Państwo Ławniczakowie otrzymali, nadane przez Prezydenta RP, Medale za długoletnie pożycie małżeńskie oraz życzenia od władz gminnych.