W lutym 50 - lecie pożycia małżeńskiego obchodzili Stanisław i Maria Sikorscy z Drobnina. Jubilaci otrzymali medale "Za długoletnie pożycie małżeńskie" przyznane przez Prezydenta RP. Przedstawiciele władz gminy złożyli państwu Sikorskim serdeczne gratulacje i życzenia. Wręczyli też kwiaty i upominki. Do życzeń zdrowia i stu lat życia przyłącza się oczywiście redakcja.

Stanisław Sikorski od zawsze mieszka w Drobninie. Razem z rodzicami, babcią i wujostwem zajmowali domek niedaleko szkoły. Tam prowadzili 4 - hektarowe gospodarstwo. Kiedy wybuchła wojna Stanisław miał roczek. Ojciec poszedł na front i nigdy już nie wrócił do rodziny. A Stanisława ze starszym bratem i mamą Niemcy przenieśli do innego zabudowania. Na szczęście także w Drobninie, bo krewnych wywieźli do Niemiec. Na swoje wrócili dopiero w 1947 roku.

A pani Maria urodziła się w Niemczech. Jej rodzice i starsze rodzeństwo także byli wysiedleńcami do Niemiec. Po powrocie do domu zamieszkali w Osiecznej. W 1954 roku rodzice kupili gospodarstwo w Wyciążkowie i wszyscy przenieśli się na swoje. Stamtąd pani Maria jeździła do wujka do Drobninia. I właśnie w Drobninie poznała swego przyszłego męża.

O latach swojej młodości państwo Sikorscy mogą bardzo dużo opowiadać. Pan Stanisław już jako ośmioletni chłopiec pracował w gospodarstwie wuja. Kiedy skończył 14 lat poszedł do pracy w PGR. Szkołę podstawową kończył wieczorami. A swój dom, razem z mamą i bratem składali z małej rozwalającej się budki odkupionej od gospodarstwa. Stał w miejscu dzisiejszego domu, ale miał tylko dwa pokoje bez wody, ogrzewania, ubikacji. Tam jubilaci mieszkali przez kilka pierwszych wspólnych lat. I tam urodziła się trójka ich dzieci. Ostatnia córka przyszła na świat już w nowym domu.

Ślub cywilny jubilaci wzięli 19 lutego 1967 roku, a kościelny 22 kwietnia. Właśnie teraz obchodzą złote gody. Kiedy wracamy wspomnieniami do tamtych lat, mówimy przede wszystkim o pracy. Pan Stanisław pracował tylko w PGR. Doił krowy, chodził w pole, pracował przy świniach, był stróżem. Gospodarstwo znał od przysłowiowej podszewki. W tym jednym zakładzie przepracował 40 lat. A robiło się cały tydzień, często w niedzielę i święta. Potem także w domu. Zawsze przecież hodowali świnie, krowy, króliki, kury. Pracowali na nowy dom. Pani Maria dorywczo chodziła do gospodarstwa, uprawiała swój ogród i dzierżawiła pole, pomagała w hodowli, prowadziła dom. No i dbała o czwórkę dzieci. Naprawdę mieli pracowite życie. Ale dom postawili i na swoje poszli w 1972 roku. Po dwudziestu latach dobudowali jeszcze piętro, garaż, wymieniali okna. Na wszystko we dwójkę zapracowali, a większość robót wykonywali sami. To swoje miejsce do życia stworzyli prawie od zera.

Państwo Sikorscy wychowali dwóch synów i dwie córki. Wszyscy mają zawody, założyli rodziny, dali dziadkom wnuki. Synowie mieszkają w Goli i Oporowie, starsza córka w Kosowie, a najmłodsza została z rodzicami w Drobninie. I z nimi są dwie wnuczki - 11 i 9 - letnia. A razem jubilaci mają ośmioro wnucząt i dwóch prawnuków. Rodzinka jest więc duża, dość często wpadają do dziadków z wizytą. Na Dzień Babci i Dziadka przyjechały wszystkie wnuki.

Państwo Sikorscy mieszkają na parterze. Prowadzą swoje gospodarstwo domowe. Są sprawni i zdrowi, więc mogą jeszcze sprzątać, gotować, pracować w ogrodzie. Bardzo to zresztą lubią. Pan Stanisław od dzieciństwa hoduje gołębie. Ma ich tam 70. Ale zajmuje się też królikami, kurami. Pani Maria latem robi zaprawy, odpoczywa w ogrodzie, zimą ogląda telewizję, zajmuje się domem. Taka zwyczajna codzienność.

O czym więc marzą i co planują? O domu już nie, bo przepisali go córce i teraz ona ze swoją rodziną przejmuje te obowiązki. Myślą wyłącznie o zdrowiu. Aby starczyło go na wiele jeszcze lat. Aby jak najdłużej byli razem, aby doczekali kolejnych jubileuszy. A my dodajemy, by mieli wiele powodów do zadowolenia i radości.



Galeria zdjęć: