Maria Klimaszewska ma 70 lat, a jej mąż Bronisław o trzy lata więcej. Ślub kościelny mieli w Poniecu, 22 kwietnia 1967 roku. A cywilny dwa dni wcześniej. Całe wspólne życie mieszkają w jednym miejscu, w Luboni.
Pani Maria doskonale pamięta dom swojego dzieciństwa. Był dużo mniejszy, bez piętra. Rodzice stawiali go w latach pięćdziesiątych. Tam wychowała się z młodszą siostrą. Ojciec pracował w PGR, mama trochę dorabiała w polu. Sama ukończyła szkołę podstawową w Oporówku. A potem robiła odzieżową zawodówkę w Lesznie.
Bronisław Kimaszewski pochodził z większej rodziny. Tata dwa razy się żenił. Z pierwszego małżeństwa była dwójka dzieci, a z z drugiego jeszcze troje. Bronisław był pierwszym z tej trójki. Zawodowo pracował tylko tata, nic więc dziwnego, że młodzi musieli wcześnie zarabiać. Mały Bronek miał zaledwie 14 lat, gdy trafił do PGR. Na początek posyłano go do lżejszych robót, ale już wkrótce wychodził w pole i do obory. W latach 1964 - 1966 odbywał służbę wojskową.
Pani Maria przez trzy lata pracowała w Leszczyniance w Lesznie. To było jeszcze przed ślubem. A pan Bronisław po wojsku zrobił prawo jazdy i został traktorzystą.
Młodzi poznali się dzięki siostrze pana Bronisława. Przyjaźniła się ona z jego przyszłą żoną. Była więc okazja by się spotykali, zakochali no i założyli rodzinę. Zaraz po ślubie małżonkowie zamieszkali u mamy panny młodej. Tata już nie żył, ale przed kilka lat mieszkała z nimi jeszcze siostra pani Marii. Też do dziś jest w Luboni, kilka domów dalej. I właśnie wtedy, zaraz po przeprowadzce pan Bronisław rozpoczął pracę w miejscowym PGR. Dokładnie pamięta, że było to 2 maja 1967 roku. Od tamtego dnia był traktorzystą i kombajnistą. Tylko przez ostatnie lata, krótko pracował jako stróż. Nigdy więc nie zmieniał ani miejsca zamieszkania, ani miejsca pracy. Był zatrudniony tylko w jednej firmie. A łącznie przepracował 40 lat.
O pracy państwo Klimaszewscy mówią krótko - zawsze była taka sama. W sezonie żniw pan Bronisław dłużej był w polu, ale zimą i wiosną pracował na jedną zmianę. Przy domu mieli tylko ogród, więc wspólnie go uprawiali. Pani Maria chodziła do sezonowych prac w PGR, ale własnej ziemi nie mieli. Z tamtych lat wspominają, że gospodarstwo organizowało wypoczynkowe wyjazdy, z których korzystali, czasem z dziećmi wyjeżdżali samochodem zwiedzać region, pani Maria zawsze lubiła dużo czytać. Mówią, że mieli spokojną codzienność - jeśli chodzi o pracę to bezpieczną, pewną. Od 13 lat pan Bronisław jest już na emeryturze.
Jubilaci wychowali dwie córki. Maria ma 49 lat, pracowała w barze na dworcu PKP. Też urodziła dwie dziewczynki. Dziś wnuczki są już dorosłe, pracują, zdobyły zawód nauczycielki i ogrodnika. Jak były małe babcia pomagała je wychowywać. Opiekowała się wnuczkami zwłaszcza wtedy, gdy córka Maria jeździła na zmiany do pracy. A druga córka jubilatów Kamila ma 40 lat, mieszka z rodziną w Lesznie, pracuje w aptece. Też dała dziadkom jedną wnuczkę. Państwo Klimaszewscy są więc szczęśliwymi dziadkami trzech dziewczynek. Z wszystkimi mają dobry kontakt.
Kiedy córka Maria wyszła za mąż wszyscy razem zdecydowali, że wyremontują dom. Dobudowali do niego piętro. Dziś dawny domek rodziców pani Klimaszewskiej jest duży i wygodny. Mieszkają tu jubilaci, córka z zięciem i wnuczka. A, że córka od dawna już nie pracuje, pani Maria nie musi nic robić w domu. W większości odpoczywa, często jeżdżą z mężem do lekarzy, ale mają też czas na telewizję i czytanie. A pan Bronisław bardzo lubi rowerowe wyjazdy. Prawie codziennie można go spotkać na rowerowych ścieżkach, także w lesie i w sąsiednich miejscowościach. Wychodzi z psem na spacer, zajmuje się królikami.
Jubilaci mówią, że doczekali spokojnej jesieni życia. Są pogodni, zadowoleni. Myślą tylko o tym, aby zdrowie się nie pogarszało. Wtedy będą szczęśliwi. Nie możemy tego państwu Klimaszewskim obiecać, ale szczerze im tego życzymy. Jesteśmy pewni, że spotkamy się na kolejnych małżeńskich jubileuszach. 

Z okazji jubileuszu Państwo Klimaszewscy otrzymali, nadane przez Prezydenta RP, Medale za długoletnie pożycie małżeńskie oraz życzenia od władz gminnych.