Joanna i Kazimierz Kowalscy ślub cywilny i kościelny wzięli tego same dnia, 29 kwietnia 1967 roku. Małżeńskie rocznice obchodzą więc równocześnie.
Pani Joanna pochodzi z Luboni. W tej wsi spędziła całe swoje życie. Była najmłodsza z czwórki sióstr. Dwie, niestety, już nie żyją. Mieszkała w innym, dużo mniejszym domu. Ojciec pracował jako murarz, mama była w domu i zajmowała się gospodarstwem. Mieli 2 hektary ziemi. Pani Joanna po skończeniu szkoły podstawowej pomagała rodzicom. Chodziła też na odrobek do gospodarzy i opiekowała się mamą w czasie jej choroby.
A pan Kazimierz mieszkał w Dłoni Koło Miejskiej Górki. Ma cztery siostry, wszystkie żyją. Rodzice pracowali w PGR, potem w Zakładzie Doświadczalnym. On zdobył zawód stolarza. Najpierw zatrudnił się w Spółdzielni Stolarskiej w Miejskiej Górce, potem poszedł do wojska. Po powrocie jeszcze przez rok pracował w spółdzielni.
Młodzi poznali się w rodzinnej wsi pana Kazimierza. Przyszła żona przyjeżdżała do Dłoni, do swojej siostry. Spotkali się, pokochali, postanowili założyć rodzinę. Pani Janina miała 20 lat, a jej mąż trzy lata więcej.
Po ślubie młodzi zamieszkali u rodziców panny młodej. Długo tam przebywali, dokładnie 20 lat. Pani Joanna nie pracowała zawodowo. Prowadziła dom, wychowywała dzieci, razem z rodzicami i mężem uprawiali ziemię, hodowali świnie, krowy. Zawsze mieli co robić. A pan Kazimierz zmienił pracę. Jak tylko przeniósł się do Luboni znalazł zatrudnienie w POHZ Garzyn. Jako, że był stolarzem dostał się do brygady remontowej. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych brygada naprawdę miała pełne ręce roboty. Nie tylko remontowali biura, kluby, obiekty gospodarcze, ale też pracownicze mieszkania. Praca była dla murarzy, stolarzy, hydraulików oraz dla ekipy mechaników sprzętu rolniczego. Pan Kazimierz wspomina, że dobrze wtedy zarabiali. Z tych pieniędzy kupował materiały na budowę przyszłego domu.
Bo państwo Kowalscy postanowili wybudować własny dom. Najpierw kupili ogród i stare zniszczone zabudowania. Rozebrali je i gromadzili materiały. Przez cztery lata przygotowywali się do budowy. A potem kolejne cztery lata stawiali budynek. Na swoje wprowadzili się w 1987 roku. Do dziś wspominają, jak w budowie pomagał ojciec pani Joanny, jak pan Kazimierz wykonywał całą stolarkę, jak na budowę do pracy przychodzili krewni. Ale dopięli swego i wybudowali piętrowy dom.
Państwo Kowalscy nigdy nie zrezygnowali z ziemi. Sprzedali co prawda dom rodziców pani Joanny, ale dwa hektary zostawili. Mało tego - niemal tyle samo jeszcze dzierżawili. Przez wiele lat je wspólnie uprawiali. Pan Kazimierz mówi, że pracował na dwa etaty, do południa w POHZ, a popołudniami w gospodarstwie. Tak naprawdę, to dopiero, gdy skończył 60 lat postanowił zrezygnować z dzierżawy. Ale hodowla została do dziś. Teraz oczywiście pomagają przy niej i syn i zięć.
Warto jeszcze powiedzieć, że w czasie swojej zawodowej pracy pan Kazimierz był przez dwie kadencje przewodniczącym Rady Pracowniczej, pełnił funkcję członka Kolegium Orzekającego, krótko był radnym gminy. Za swoją pracę i działalność społeczną otrzymał brązowy, srebrny i złoty Krzyż Zasługi.
Jubilaci wychowali dwójkę dzieci, syna i córkę. Obydwoje zdobyli zawody, syn jest mechanikiem samochodowych, córka pracuje w księgowości. Obydwoje założyli rodziny. Syn z zoną i dwiema córeczkami mieszka w Lesznie. A córka została w Luboni. Ma z mężem jednego syna. A więc państwo Kowalscy są szczęśliwymi dziadkami trójki wnucząt. I mówią, że to największa radość ich życia. Wnuk jest z nimi codziennie, a wnuczki przyjeżdżają co najmniej dwa razy w tygodniu. Właśnie tak wyobrażali sobie codzienność dziadków. Marzą, by wnuki zawsze były zdrowe i by oni mogli uczestniczyć w ich najważniejszych życiowych wyborach.
A jak życie jubilatów wygląda na co dzień? Na pewno jest spokojne. Niestety pani Joanna ma problemy z chodzeniem, więc nie może dużo pomagać córce. Ale w kuchni jeszcze się krząta. Lubi oglądać telewizję, codziennie czyta gazety, odpoczywa. Pan Kazimierz ciągle jeszcze dogląda hodowli, czasem zawozi wnuka na autobus, pomaga żonie, robi zakupy. Taka zwyczajna, rodzinna codzienność.
Nic dziwnego, że jubilaci zapytani, czy chcieliby coś jeszcze zmieniać, odpowiadają, że nie. Teraz wszystkim zajmują się bliscy. Oni chcą po prostu z nimi być. I cieszyć się zdrowiem.
A zatem zdrowia państwu Kowalskim życzymy. I takiej pogody ducha jaką mają do dziś.

Pańswo Kowalscy otrzymali, nadane przez Prezydenta RP, Medale za długoletnie pożycie małżeńskie oraz życzenia od władz gminnych.