Tym razem odwiedziliśmy Wandę i Lechosława Olejniczaków z Krzemieniewa. Jubilaci obchodzili 50. rocznicę wspólnego życia. Ślub Cywilny i kościelny wzięli jednego dnia - 24 czerwca 1967 roku. W tym roku obchodzili więc złote gody. Uczestniczyli w mszy świętej, gościli bliskich na przyjęciu, odbierali życzenia i gratulacje. Przedstawiciele władz gminy wręczyli im też medale "Za długoletnie pożycie małżeńskie" przyznane przez Prezydenta RP.
Zarówno pani Wanda, jak i pan Lechosław pochodzą z Krzemieniewa. Mieszkali niedaleko od siebie, więc znali się od dzieciństwa. Dziadkowie pani Wandy kupili tu restaurację oraz salę i prowadzili działalność gastronomiczną i imprezową. Potem ten interes przejęli rodzice pani Wandy, ale w trudnych latach pięćdziesiątych państwo prywatne zakłady zamykało. Restaurację przejęła Gminna Spółdzielnia, a po latach tę część budynku rozebrano. Ale to tam 50 lat temu mieszkali państwo Olejniczakowie zaraz po ślubie.
Pani Wanda ma siostrę i brata. Pan Lechosław tylko siostrę. Jako nastolatkowie wszyscy spotykali się na zabawach, imprezach, na mostku przy ulicy. Z uśmiechem mówią, że się kumplowali. Potem przyszła miłość i młodzi postanowili założyć rodzinę. Obydwoje już pracowali. Pani Wanda po śmierci taty pomagała w restauracji, póżniej trafiła do sklepu. I to w handlu przepracowała cała zawodowe życie. Aż trudno uwierzyć, ale miała tylko jeden zakład pracy. To była Gminna Spółdzielnia. Sprzedawała w sklepie z metrażem i obuwiem. Przepracowała łącznie 35 lat. Nic dziwnego, że w Krzemieniewie znają niemal każdy. A na emeryturze jest już 25 lat.
Pan Lechosław ukończył szkołę zawodową we Wschowie. Został ślusarzem. W swoim zawodzie nie przepracował jednak ani jednego dnia. Od razu zatrudnił się w WPHU i naprawiał urządzenia gospodarstwa domowego. W tamtym latach nie było wielu punktów napraw, więc monterzy jeździli do klientów do domów. Pan Lechosław obsługiwał Gostyń, Kościan, Rawicz, Wolsztyn i oczywiście Leszno. Codziennie był w terenie, najpierw jeździł z kierowcą, potem dostał talon na syrenkę. Tak przepracował 26 lat. Nie ukrywa, że lubił to zajęcie. W 1987 roku przeniósł się do GS w Krzemieniewie i ostatnie lata pracował jako kierowca. Kiedy szedł na emeryturę obliczono mu, że pracował 43 lata. Zarówno pani Wanda, jak i pan Lechosław zawsze byli wśród ludzi, zawsze lubili porozmawiać, doradzić, zaprosić do kolejnych zakupów. Ich praca nigdy nie była nudna.
Powiedzieliśmy już, że zaraz po ślubie młodzi zamieszkali z mamą pani Wandy, tuż przy restauracji. Mieli tam tylko pokój z kuchnią. W tamtym domu urodziły się dwie córki państwa Olejniczaków. Babcia przez wiele lat pomagała je wychowywać. Ale już wówczas postanowili wybudować nowy dom. Przeprowadzili się do niego po ośmiu latach małżeństwa. Na swoje poszli oczywiście z dziewczynkami i z mamą pani Wandy. Są tu już 42 lata. Dom oczywiście był remontowany, przerabiany, przystosowany dla dwóch rodzin. Bo dziś państwo Olejniczakowie mieszkają z młodszą córką, jej mężem i dwoma dorosłymi wnukami. Dodajmy, że są szczęśliwi.
Starsza córka jubilatów mieszkała w Oporówku i tam prowadziła sklep. Wybudowała z mężem dom w Krzemieniewie i teraz mieszka blisko rodziców. Także ma dwóch synów. Młodsza jest higienistką i pracuje w Krzemieniewskim Ośrodku Zdrowia. O wnukach państwo Olejniczakowie opowiadają z radością. O ich szkołach, studiach, pasjach. jeden z wnuków uwielbia sport, drugi zajmuje się końmi, powożeniem, inny zdobywa zawód za granicą. To jest największa radość dziadków. Najstarszy wnuk ma 34 lata, a najmłodszy 20 lat. Pani Wanda też pomagała ich wychowywać.
Kiedy rozmawialiśmy o codziennym życiu jubilatów, nie mogło zabraknąć też opowieści o innych, niż praca i rodzina, zajęciach. Okazuje się, że pani Wanda od 20 lat śpiewa w chórze Krzemień. Zapisała się do zespołu, kiedy ten powstawał i śpiewa do dziś. Na jubileuszowej uroczystości koledzy zaśpiewali dla nich w kościele. A pan Lechosław był zagorzałym kibicem żużla. Przez 50 lat jeździł na wszystkie mecze Unii Leszno, także wyjazdowe. Dziś ze względu na wiek i zdrowie, ogląda żużel w telewizji, ale ciągle jest to jeszcze jego pasja. Jubilaci trochę też podróżowali, zwiedzili Francję, Włochy, Niemcy, byli u papieża. Zawsze uprawiali ogród, pomagali rodzinie. Ostatnio też kilka razy wyjechali do sanatorium. A od kiedy wnuk ma w Krzemieniewie konie, pan Lechosław codziennie się nimi opiekuje. Pani Wanda dalej lubi prowadzić dom.
Jaka jest więc codziennośč państwa Olejniczaków dziś? Z uśmiechem odpowiadają, że spokojna. Zdrowie, choć czasem nie najlepsze, to jednak pozwala im na aktywność. Mają rodzinę obok siebie, cieszą się bliskimi, czekają na prawnuczki.
Życzymy więc jubilatom, by jak najdłużej byli razem, by doczekali kolejnych rocznic ślubu i by przybywało w rodzinie maleństw do kochania. Może to rzeczywiście będą dziewczynki.