Swoją 50. rocznicę ślubu obchodzili w sierpniu Helena i Kazimierz Nowakowie. Jubilaci nie są rodowitymi mieszkańcami naszej gminy, ale do Pawłowic przyjechali wkrótce po ślubie i mieszkają tu już pół wieku. Pawłowice są więc ich domen na całe życie i rodzinnym miejscem dla dzieci i wnuków.
Pani Helena urodziła się w Sarnowie w gminie Rawicz. Wychowywała się z młodszą siostrą. Kiedy na zawsze odeszła mama dziewczynkami opiekowała się ciocia. Ojciec pracował, Helena ukończyła szkołę podstawową, a potem jeszcze rolniczą. Zanim podjęła pracę zawodową, bawiła dzieci. A do pracy poszła gdy miała 18 lat. Zatrudniła się w rawickiej kartoniarni.
Pan Kazimierz pochodzi z Roszkówka. Ojciec był kierownikiem gospodarstwa w miejscowości Żubrze Koło Wąsosza. W domu była piątka dzieci, trzy siostry i dwaj bracia. Pan Kazimierz wspomina klasy łączone w szkole podstawowej, potem naukę w samochodowej szkole zawodowej we Wschowie, na końcu Technikum Samochodowe w Legnicy. No i swoją pierwszą pracę w POM Wąsosz. A potem przyszło wojsko. W 1964 roku pan Kazimierz trafił na półroczny kurs do Technicznej Szkoły Wojsk Lotniczych w Zamościu i stamtąd do jednostki wojskowej w Debrznie.
Młodzi poznali się na zabawie w Szymanowie. Pani Helena mówi, że tam spotkała swojego lotnika. Kiedy się pobierali miała 21 lat, a mąż 23 lata. Przez pierwsze miesiące po ślubie mieszkali u cioci w Sarnowie.
Szczęśliwie w 1968 roku przeczytali w gazecie ogłoszenie Instytutu z Pawłowic, który potrzebował pracowników. Poszukiwano techników do naprawy sprzętu rolniczego i samochodów. Zakład obiecywał dobre zarobki i nowe mieszkania. Nie zastanawiali się długo. Przyjechali do Pawłowic i byli pierwszymi lokatorami zakładowego bloku. Później te mieszkania można było wykupić. Tak robili wszyscy pracownicy Instytutu. A zamieszkali wówczas z półroczną córeczką. W Pawłowcach urodził się jeszcze syn państwa Nowaków, a po 16 latach od jego urodzin na świat przyszła najmłodsza córką. W domu w Pawłowicach jubilaci wychowali więc trójkę dzieci.
Praca była naprawdę dobra. Przede wszystkim na miejscu. Pan Kazimierz najpierw zatrudniony był jako mechanik, a później przez wiele lat pracował w magazynie. W tamtych latach magazyn był niezwykle ważnym miejscem zakładu. Od jego zaopatrzenia często zależała ciągłość produkcji. Bywało, że rozładowywano nawet pięć ton najróżniejszych części zamiennych. Praca była odpowiedzialna i stresująca. Ale pan Kazimierz dobrze ją wspomina. Przepracował w Instytucie 30 lat, a łącznie 35 lat. Ze względu na kłopoty z sercem przeszedł na rentę, potem na emeryturę.
W instytucie pracowała też pani Helena. Kiedy dwójka dzieci poszła do przedszkola przyjęła pracę portiera. W zakładzie mieli stołówkę, dostawali mleko, każda rodzina miała ogródek i kawałek pola. Po kilku latach pani Helena także trafiła do magazynu, pracowała tam razem z mężem. Również przepracowała 30 lat. We dwójkę są więc emerytami pawłowickiego Instytutu. Nigdy nie szukali innej pracy.
W Pawłowicach małżonkowie wychowali trójkę dzieci. Każdemu dali zawód, pomogli założyć rodziny, po ich ślubach mieszkali z młodymi. Starsza córka i syn mają średnie wykształcenie, najmłodsza córka ma licencjat. Wszyscy pracują, są już na swoim. Mieszkają w Lesznie, Robczysku i pod Wrocławiem. A dziadkowie doczekali się trójki wnucząt. Najstarszy wnuk ma 26 lat, wnuczka jest o rok młodsza, a najmłodszy wnuczek skończył 6 lat. I ten codziennie jest u dziadków. A mają państwo Nowakowie także dwójkę prawnucząt. Wszystkie wnuki i prawnuki dają im sporo radości. Pisząc o życiu państwa Nowaków nie sposób nie powiedzieć o społecznej działalności pana Kazimierza. Wszyscy znają go bowiem jako strażaka. Pan Kazimierz wstąpił do pawłowickiej straży zaraz po przyjeździe do wsi. Od 1990 roku był prezesem OSP i zastępcą prezesa Zarządu Gminnego OSP. Przez trzy kadencje pełnił funkcje prezesa. Od 1995 roku był też członkiem Zarządu Powiatowego OSP, a 5 lat później członkiem prezydium tego Zarządu. Dwa lata temu ze względu na zdrowie zrezygnował już z wszystkich funkcji, choć oczywiście strażakiem pozostaje. Jest honorowym prezesem swojej organizacji. Chętnie wspomina prace z młodzieżą, wiele strażackich akcji, wspólną ze strażakami i mieszkańcami wsi pracę przy remizie i wiele innych. Powiedział również, że przez 4 lata był ławnikiem Kolegium Orzekającego, a potem ławnikiem w sądzie, oraz jedną kadencję radnym.
Dziś państwo Nowakowie mieszkają sami. Pomagają w opiece nad wnukiem, prowadzą dom, uprawiają ogród. Tak naprawdę to w ogrodzie najczęściej pracuje pan Kazimierz, bo jak mówi, jest to jego pasja. Mają warzywa, owoce, robią zaprawy. Zimą pan Kazimierz dużo spaceruje, dowozi wnuka do przedszkola. Pani Helena gotuje, sprząta. Sa zadowoleni. Kiedyś często korzystali z zakładowych wycieczek i zwiedzali Polskę, dziś zdrowie już im na taką aktywność nie pozwala. Ale u siebie czują się dobrze.
A o czym marzą? Wyłącznie o zdrowiu. Nie ukrywają, że chcieliby doczekać kolejnych jubileuszy. Razem i w dobrym zdrowiu. Tego więc państwu Nowakom szczerze życzymy.

​Z okazji jubileuszu Państwo Nowakowie otrzymali, nadane przez Prezydenta RP, Medale za długoletnie pożycie małżeńskie oraza życzenia od władz gminnych.