Kazimierę i Stefana Machowiaków zastaliśmy przed domem w Pawłowicach. Odpoczywali w altance, którą zrobili dla siebie kilka lat temu. Mówią, że nigdy nie lubili wyjeżdżać i że zawsze najlepiej czuli się u siebie, z rodziną. W Pawłowicach spędzili całe wspólne życie.
A znali się od dziecka, bo chodzili do tej samej szkoły. Pani Kazimiera mieszkała w Robczysku, miała szóstkę rodzeństwa. Pan Stefan jest od niej rok młodszy, też pochodzi z licznej rodziny. W jego domu w Luboni wychowywała się piątka dzieci. Stefan był najmłodszy. Ojciec pani Kazimiery pracował w gospodarstwie, a ojciec pana Stefana był kolejarzem. Ich mamy po prostu wychowywały dzieci i prowadziły domy. Takie było dzieciństwo przyszłych małżonków.
Pracę też zaczęli w tym samym zakładzie. Wiadomo, że w Pawłowicach trafiało się do Instytutu. Zaraz po szkole pani Kazimiera szła w pole dorywczo, ale jak tylko skończyła 18 lat zatrudniła się na stałe. A pan Stefan został kowalem. W tym zawodzie przepracowała w Instytucie wiele lat. Kiedy jednak koni było mniej naprawiał maszyny rolnicze. Do dziś lubi majsterkować i niejeden rower naprawi znajomym. Zarówno pani Kazimiera jak i pan Stefan pracowali tylko w tym jednym zakładzie. Z Instytutu przechodzili na renty, a potem na emerytury. Pan Stefan pracował ponad 40 lat. A pani Kazimiera miała kilka lat przerwy, gdy wychowywała dzieci. Kiedy dorosły wróciła do pracy, sprzątała w Instytucie. Przepracowała łącznie 20 lat.
Jubilaci z uśmiechem mówią, że nie musieli się szukać. Spotykali się w szkole, potem w pracy. Poznali się, pokochali, założyli rodzinę. Ślub cywilny mieli 2 września 1967 roku, a kościelny dwa tygodnie później. Oczywiście w kościele w Pawłowicach. Ale wcześniej pan Stefan odbył jeszcze służbę wojskową. Wspomina, że służył przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, pilnował Belwederu. Nigdy później nie odwiedził już Warszawy.
Po ślubie młodzi mieszkali w koszarach. To były bardzo małe zakładowe mieszkania, zaledwie pokój z kuchnią. Tam urodziła się czwórka ich dzieci. Dziś trudno sobie wyobrazić, by na kilkunastu metrach wychowywać taką gromadkę. Ale tak żyło wiele rodzin. Dzieci chodziły do szkoły, rodzice pracowali, wszyscy uprawiali działki, dorabiali. Państwo Machowiakowie przeżyli na tych koszarach 11 lat. A w 1979 roku dostali nowe mieszkanie w czterorodzinnym bloku. Odtąd już zawsze mieli trzy pokoje i kuchnię, Po latach można je były wykupić.
Jubilaci wychowali dwie córki i dwóch synów. Każdemu dali zawód. Mają więc w rodzinie krawcową, kucharkę, malarza, ślusarza. Wszyscy mają rodziny, pracę. Synowie z bliskimi mieszkają w Lesznie i Śmiglu, jedna córka w Głogowie, a druga z nimi, w Pawłowicach. Zarówno pani Kazimiera, jak i pan Stefan nie wyobrażają sobie mieszkania tylko we dwoje. Są szczęśliwi, że została z nimi córka, zięć, że jest 17 - letnia wnuczka. Czują się bezpiecznie i rodzinnie. A pozostałe dzieci i wnuki często do nich przyjeżdżają. Dziadkowie doczekali się piątki wnucząt. Wszyscy są oczywiście zaproszeni na jubileuszową uroczystość.
Codzienność mają więc teraz państwo Machowiakowie spokojną. Latem odpoczywają w tej swojej altance, krzątają się w domu, pani Kazimiera gotuje obiady, pan Stefan czasem coś naprawi. Zdrowie nie zawsze jest najlepsze, ale i z tym muszą sobie poradzić. Przed laty pan Stefan miał wypadek i przez całe życie boryka z sztywną nogą. Teraz coraz częściej mu dokucza. Ale leczy się, dba aby nie było gorzej. Dla nich najważniejsze więc jest zdrowie. Są pewni, że póki będą razem, póki mają opiekę, jesień życia da im jeszcze sporo radości. Chcieliby przecież doczekać ślubu wnuków, narodzin prawnuków, rodzinnych uroczystości.
Życzymy więc zdrowia i sił. Na wszystkie kolejne miesiące i lata.

​Z okazji jubileuszu Państwo Machowiakowie otrzymali, nadane przez Prezydenta RP, Medale za długoletnie pożycie małżeńskie oraz życzenia o władz gminnych.