Irenę i Jerzego Tomczaków spotykamy na wielu wielu wiejskich i gminnych imprezach. Pan Jerzy jest bowiem członkiem Zespołu Śpiewaczego Belęcin i często występuje na scenie. Małżonkowie razem uczestniczą w spotkaniach, wycieczkach, przeglądach śpiewaczych i innych emeryckich wydarzeniach. Zawsze są uśmiechnięci i pełni energii. Właśnie zorganizowali rodzinną imprezę z okazji swojego złotego jubileuszu. Obok rodziny i przyjaciół byli na niej również przyjaciele z Koła Emerytów.
Pani Irena urodziła się w Karchowie i spędziła w tej wsi całe życie. Rodzice mieli gospodarstwo rolne, które później przepisali na córkę i zięcia. Razem prowadzili je przez wiele lat. A pan Jerzy pochodzi z Czajkowa w powiecie gostyńskim. Rodzice pracowali w PGR, a on jak tylko dorastał pomagał im w polu. Ale pracował najpierw w Cukrowni. I wtedy zrobił prawo jazdy. W wojsku mógł już jeździć na autobusach, tirach i innym sprzęcie. Prowadził też zajęcia z prawa jazdy. Kiedy wrócił zatrudnił się w oddziale Cegielskiego w Śremie. Oczywiście jako kierowca.
Młodzi poznali się na weselu. Pan Jerzy grał na akordeonie. Razem z kolegami z zespołu "Gardasz" obsługiwali wówczas wesela i zabawy. Nietrudno było zauważyć wśród gości Irenę. Poznali się, pokochali i założyli rodzinę. Pan Jerzy miał 23 lata, a jego żona 18. Zamieszkali w rodzinnym domu pani Irena, na gospodarstwie.
Wspominając pierwsze lata małżeństwa państwo Tomczakowie mówią przede wszystkim o dzieciach. Wychowali bowiem trzech synów i dwie córki. Łatwo więc nie było, tym bardziej, że pan Jerzy często wyjeżdżał w trasy i wracał do domu wieczorami. A podjął pracę najpierw w SKR w Belęcinie, a później w Gminnej Spółdzielni. Jeździł ciężarowymi wozami, dodatkowo zrobił też kursy kombajnisty. Pani Irena pomagała rodzicom w gospodarstwie. Nigdy nie poszła do innej pracy zawodowej. W domu i w polu naprawdę było co robić. A przecież wiele prac wykonywało się wtedy ręcznie, w zagrodzie też samemu robiło się naprawy, samemu remontowano dom, dzieciom pani Irena robiła swetry, szaliki, czapki. W tamtych latach tak właśnie wyglądała codzienność. Nikt nie narzekał, rodziny cieszyły się z zdrowia dzieci i coraz lepiej wyposażonych gospodarstw. A gospodarstwo jubilatów też stawało się nowocześniejsze. Kiedy więc rodzice pani Ireny przepisali im ziemię i dom pan Jerzy zrezygnował z pracy w GS. Został rolnikiem.
Dziś gospodarstwo prowadzi syn z synową. Rodzice mówią, że świetnie sobie radzą. Kiedy trzeba pomogą im albo chociaż doradzą. Ale pracować już nie muszą. Pozostała czwórka dzieci także założyła rodziny. Mieszkają w Piaskach, Zbytkach i w Karchowie. Są więc bardzo blisko, często też odwiedzają rodziców. Do tradycji należy, że w każde święta wszyscy spotkają się u rodziców. A tylko najbliższych jest już kilkudziesięciu. Bo doczekali się jubilaci 13 wnuków. Najstarszy ma 36 lat, a najmłodszy 3 latka. Mają również trójkę prawnucząt. Dziadkowie nie ukrywają, że są z wnuków bardzo dumni i że bardzo ich kochają. A o synowych i zięciach mówią tylko dobrze. Najważniejsze, że wszyscy w rodzinie się wspierają.
Rozmawialiśmy z jubilatami o ich dzisiejszych dniach. Co lubią robić, jak spędzają czas, o czym marzą? Pani Irena chętnie pracuje w ogrodzie, lubi kwiaty, uprawia warzywa. Razem chodzą na grzyby, spotykają się z znajomymi. Pan Jerzy śpiewa, uczestniczą w emeryckich imprezach. W domu oczywiście także pomagają. Na szczęście są zdrowi, więc tak naprawdę mogą robić co chcą. A marzą wyłącznie o zdrowiu - dla siebie i bliskich. I właśnie tego wszyscy im życzyli.

Z okazji jubileuszu Państwo Tomczakowie otrzymali, nadane przez Prezydenta RP, Medale za długoletnie pożycie małżeńskie oraz życzenia od władz gminnych.



Galeria zdjęć: