W Hersztupowie mieszkają Janina i Szczepan Krügerowie. Ślub cywilny i kościelny wzięli jednego dnia, 30 września 1967 r.
Rodziny młodych znały się od lat. Pani Janina z rodzicami i siostrami mieszkała w Hersztupowie, a pan Szczepan po drugiej stronie ulicy, w Nowym Belęcinie. Pan Szczepan z uśmiechem mówi, że musiał widywać Jankę, jak obok jego domu chodziła do szkoły. Jest od żony 11 lat starszy, więc pewnie już pracował gdy pani Janina jeszcze się uczyła. A obydwie rodziny miały gospodarstwa rolne. I w obu młodzi pracowali razem z rodzicami. Przez całe życie są więc rolnikami.
Zaraz po ślubie pan Szczepan zamieszkał w rodzinnym domu swojej żony. Z panią Janiną była już tylko mama i przez jakiś czas siostra. Mama przepisała im całe gospodarstwo. Od początku zaczęli zatem inwestować.
Najpierw postawili stodołę i oborę, a po dwóch latach świniarnię. Wtedy mogli już trzymać więcej inwentarza. A hodowali i świnie i krowy. O swojej pracy mówią, że była "w kółko zegara". Na początku oczywiście ręczna, zwłaszcza dojenie krów i uprawa buraków. Bo burków zawsze mieli dużo. Dlatego kupili kombajn buraczany. A wcześniej prasę, traktor, kombajn zbożowy. Całe życie inwestowali w gospodarstwo. Dokupowali gruntów ornych, łąki. Kiedy zaczynali mieli zaledwie 10 hektarów. Dziś własnej ziemi jest 50 hektarów i 20 jeszcze dzierżawią. Ale to już syn z synową.
Bo państwo Krügerowie przepisali gospodarstwo na najstarszego syna. Obliczyli, że sami byli gospodarzami przez 25 lat i tyle samo właścicielem jest już syn. Oczywiście przez wszystkie te lata razem pracowali i w polu i przy świniach oraz krowach, ale gospodarkę przepisali. Pani Janina wspomina, że kiedy dzieci były małe jej mama pomagała je wychowywać. Mogła bez obaw wychodzić w pole i do dojenia krów, bo mama o wszystko w domu zadbała. Potem, gdy na świat przyszły wnuki, to ona przejęła pałeczkę. Też pomagała synowej. Tak jest zresztą do dziś. Wszystko robią razem.
Państwo Krügerowie wychowali dwóch synów i córkę. Kiedy kolejno wychodzili za mąż i żenili się, zawsze przez kilka lat mieszkali z rodzicami. Córka z mężem i dzieckiem mieszkała z nimi 4 lata. Potem rodzice wybudowali im dom w Krzemieniewie. A później postawili dom drugiemu synowi, tuż obok w Hersztupowie. Całą rodzinę mają więc bardzo blisko. Nic dziwnego, że synowa wpada do nich codziennie. Córka z Krzemieniewa albo przyjeżdża, albo dzwoni. Wszyscy są bardzo z sobą związani.
Najstarszy syn ożenił się w 1990 roku. Wkrótce potem dobudował piętro domu. No i unowocześniał i powiększał gospodarstwo. Jubilaci mówią, że to zupełni inny "świat". Nic już nie robi się ręcznie. Ich pierwszy buraczany kombajn już dawno trafił na złom. A maszyny i urządzenia są nowoczesne i wydajne. Kiedy wspominają jak końmi jeździli do żwirowni, po piasek na budowę i jak go ręcznie ładowali na przyczepy, nie chce im się wierzyć, żę to przetrwali. Ale takie było wtedy rolnictwo. Wszyscy rolnicy tak pracowali.
Dzisiaj nie muszą nic w gospodarstwie robić. Pani Joanna oczywiście z synową prowadzi dom, ale ani w pole, ani do świniarni nie musi chodzić. Lubi pracę w ogródku, pan Szczepan trochę porządkuje podwórze jednak gospodarstwo to już nie ich zmartwienie. Najchętniej rowerem lub samochodem jeżdżą popatrzeć na pola. No i trochę podróżują, zwiedzili niejedno miejsce w Polsce. Jeżdżą z córką i zięciem. Odwiedzają też bliskich, cieszą się z wnuków. A mają ich szóstkę, w tym jedna tylko wnuczkę. Dwójka wnucząt juz ma swoje rodziny. Teraz więc czekają na prawnuki.
A zapytani o ma rzenia i plany, mówią że wszystkie spełnili. Mają szczęśliwy dom, dobre dzieci i wnuki, duże gospodarstwo. Jedynym marzeniem jest zdrowie dla siebie i dla bliskich. A zatem właśnie zdrowia i wielu jeszcze wspólnych lat jubilatom szczerze życzymy.

Jubilaci z okazji 50 rocznicy zawarcia związku małżeńskiego otrzymali, nadzne przez Prezydenta RP, Meddale za długoletnie pożycie małżeńskie oraz życzenia od władz gminnych.