Właśnie tyle przeżyli z sobą Halina i Kazimierz Wojtkowiakowie z Karchowa. Swoją 50. Rocznicę ślubu obchodzili 2 grudnia. A świętowała najbliższa rodzina, córki, zięć, wnuki z małżonkami, a nawet maleńka prawnuczka. Jubilatów odwiedzili też przedstawiciele władz gminy, którzy przekazali medale "Za długoletnie pożycie małżeńskie" przyznawane przez Prezydenta RP.
Pan Kazimierz pochodzi z Karchowa. Jego rodzinny dom stoi tuż obok tego, w którym teraz mieszka. Miał tylko brata, który niestety od wielu lat już nie żyje. Pan Kazimierz wyuczył się zawodu szklarza. Zaraz po szkole znalazł pracę w Poznaniu. Zatrudnił się w Poznańskiej Fabryce Lustr. To była usługowa firma, wykonywali zlecenia w domach klientów. Bardzo tę pracę lubił.
A pani Halina urodziła się i wychowywała w Bojanicach. Miała czworo rodzeństwa. Zawodowo nigdy nie pracowała. Kiedy bowiem wyszła za mąż i zamieszkała z mężem w Karchowie po prostu zajmowała się dziećmi. A urodziła dwie córki. Na miejscu nie było przedszkola, teściowie wyprowadzili się pod Poznań, niani nie udało się znaleźć. Pani Halina postanowiła więc prowadzić dom i zapewnić córeczkom spokojne dzieciństwo.
A razem z mężem przez pięć lat wynajmowali dom w Karchowie. Dopiero potem kupili swój i przez wiele lat go remontowali. Dziś wspominają, że właściwie ciągle musieli coś naprawiać. Zakładali centralne ogrzewanie, dobudowywali łazienkę, wymieniali okna, drzwi i podłogi, ocieplali budynek, malowali. Tak naprawdę to remont skończyli dopiero dwa lata temu.
Pan Kazimierz po 20 latach pracy w Poznaniu zmienił zawód. Zatrudnił się w mleczarni w Lesznie. Był magazynierem, konwojentem, pracował na produkcji. Przepracował kolejne 20 lat i do piero potem przeszedł na emeryturę. A córki oczywiście wyszły z domu. Jedna mieszka i pracuje w sklepie w Lesznie. Jest wdową. Druga ma swój zakład fryzjerski w Piaskach. Obydwie dały dziadkom wnuki. I to jest największa radość pani Haliny i pana Kazimierza.
Dziadkowie mają czterech wnuków i jedną wnuczkę. Wnuk w Piaskach obdarował ich też prawnuczką. Bardzo często wszystkich widują. Nie wyobrażają sobie na przykład by mogli nie przyjechać w święta. Wtedy zapełnia się cały dom. W tym roku też tak będzie. Na codzień oczywiście państwo Wojtkowiakowie są już sami. Zajmują się domem, latem ogrodem, mają też kilka kur i trawnik do koszenia. Po prostu dbają o obejście. Zimą więcej oglądają telewizji. Na szczęście są sprawni i zdrowi, więc nie wymagają opieki. Mają jednak pewność, że gdyby potrzebowali wsparcia na bliskich będą mogli liczyć. A to jest najważniejsze.
Dziś wszyscy życzą państwu Wojtkowiakom zdrowia, spokoju i pogody ducha. Życzenia przekazywali bliscy, ale i władze gminy. Do tych życzeń oczywiście przyłącza się redakcja.