Łucję i Aleksandra Lesterów w Garzynie odwiedziliśmy w dzień rocznicy ślubu, 16 stycznia. Właśnie tego dnia, 50 lat temu, powiedzieli sobie sakramentalne "tak" w kościele w Drobninie. Nic dziwnego, że jubileuszową mszę świętą również odprawiono w tej świątyni. Byli bliscy, znajomi, sąsiedzi. Wszyscy życzyli jubilatom zdrowia i wielu jeszcze wspólnych lat.
Pani Łucja całe życie spędziła w rodzinnym gospodarstwie. Wychowała się w nim razem z dwójką młodszych braci. Rodzice mieli wtedy 9 hektarów ziemi i hodowali świnie, krowy, był też koń, ogród. Wszyscy pomagali w gospodarstwie. Pani Łucja wspomina, że już jako 7 - letnia dziewczynka pasła krowy. Z uśmiechem mówi, że zawsze lubiła pracę w rolnictwie i nie marzyła o innym zawodzie. Dlatego to jej rodzice przepisali gospodarstwo. Oczywiście dużo później, kiedy założyła już swoją rodzinę.
A pan Aleksander pochodzi z Łoniewa. Także z gospodarstwa. Był najmłodszy z rodzeństwa i planował, że zostanie kierowcą. Skończył  zawodową szkołę rolniczą i zrobił prawo jazdy. Pracował jako traktorzysta w Kółku Rolniczym w Łoniewie, potem w SKR w Kąkolewie, a po wojsku w POHZ Garzyn. W wojsku zrobił zawodowe prawo jazdy. Mógł więc być kierowcą samochodu osobowego i ciężarowego.
Młodzi poznali się na zabawie w Kąkolewie. Jeszcze przed ślubem, razem z rodzicami pani Łucji, budowali nowy dom. Zamieszkali w nim zaraz po ślubnej uroczystości. Wtedy był parterowy, a piętro dobudowali kilka lat później. A kiedy w 1973 r. zmarł ojciec pani Łucji, trzeba było zdecydować się na prowadzenie gospodarstwa. Od tego czasu pan Aleksander zrezygnował już z pracy zawodowej. Został rolnikiem. Ale kierowcą był dalej, tyle że w straży pożarnej. Przez 25 lat pełnił funkcję drugiego kierowcy OSP Garzyn. Zawsze też prowadził własne samochody.
Jubilaci chętnie opowiadają o swojej pracy w gospodarstwie. Jak wszyscy rolnicy, na swoim pracowali od rana do wieczora. Wspominają jak budowali oborę, piętro domu, garaże. Jak kolejno dokupowali maszyny i urządzenia, jak unowocześniali gospodarstwo. Przez lata uprawiali też warzywa, pomidory, kapustę, cebulę. Zawsze było co robić. Ale pani Łucja lubiła tę pracę. Mówi, że jeszcze rok temu wychodziła do krów i w pole. Dziś oczywiście gospodarstwo jest zupełnie inne. Od lat prowadzą je córka z zięciem. Teraz mają prawie 30 hektarów ziemi i specjalistyczną hodowlę krów. W oborach jest prawie sto krów. Wszystko zmechanizowane i nowoczesne. Rodzice jedynie wspierają dzieci. Sami nie muszą już nic robić.
Jubilaci wychowali trzy córki. Każda założyła rodzinę. Dwie córki poszły drogą rodziców, też prowadzą gospodarstwo. Jedna w rodzinnym domu, druga z mężem w Nowej Wsi. A trzecia córka ma dom tuż obok w Garzynie. Bliskich mają więc państwo Lesterowie niemal u siebie. Mogą cieszyć się wnukami. A doczekali się czterech wnuków i trzech wnuczek. Najstarszy wnuk ma 27 lat, a najmłodszy 7 lat. Jedna wnuczka dała już dziadkom dwóch prawnuków. Wnuki i prawnuki są ogromną radością pani Łucji i pana Aleksandra. Pomagali je też wychowywać. No i do dziś opiekują się najmłodszą wnuczką. Dziadek codziennie odprowadza ją do szkolnego autobusu, a babcia pilnuje odrabiania lekcji.
Codzienność mają jubilaci naprawdę spokojną. Pan Aleksander co prawda od lat choruje na serce, ale jest sprawny, lubi spacery, jazdy rowerem, zajmuje się  kurami, królikami. Dużo czyta. Przez wiele lat był przewodniczącym Spółki Wodnej. Pani Łucja gotuje, trochę sprząta, zajmuje się domem, wnuczką. Latem pomaga w ogrodzie i przy uprawie pomidorów. Dziś myślą jedynie o zdrowiu i o dobrej przyszłości dla wnuków i prawnuków. No i o tym aby być razem. Jak najdłużej. Jesteśmy pewni, że tak właśnie będzie.

Państwo Lesterowie otrzymali, nadane przez Prezydenta RP, Medale za długoletnie pożycie małżeńskie oraz życzenia od władz gminnych.